Nektarynka

Kiedy kilka dni temu jadłam nektarynkę, słuchałam rozmowy mojej babci z jej znajomą. Kolejny sąsiad umarł, za dwa dni pogrzeb. Jak zwykle ta sama śpiewka- iść czy nie iść. Te same argumenty na tak, te same argumenty na nie. Rozmowa płynęła dalej, a ja pomyślałam sobie, jakie to cholernie przykre, że ten sąsiad już nigdy nie skosztuje nektarynki takiej jak ta, którą właśnie trzymałam w dłoniach.

Chyba każdy uwielbia słodki smak nektarynki. Moja była jędrna i rumiana, a gdy ją ugryzłam, cała poplamiłam się od soku. Soczysta jak tysiące innych owoców, które już kiedyś zjadłam. Bardzo mi smakowała, dlatego dała mi chwilę radości. Taki mały dar od dnia, którego wcześniej nie zauważałam. I pomyśleć, że ktoś nie będzie mógł nawet na nią spojrzeć.

Dlaczego zaczęłam zastanawiać się nad tym owocem? Dlaczego jem akurat ten? Czy ta nektarynka wyróżnia się czymś spośród tysięcy innych? Ile pracy jest warta jedna mała nektarynka? Ile ludzkich rąk musiało pracować, bym ja mogła jej spróbować? Dlaczego ja teraz mogę ją jeść, a miliony głodnych i ubogich nie? Dlaczego tak przytłaczające jest to, że człowiek całe życie dąży do celu, nie zauważając nektarynek w swoim życiu, a nagle traci wszystko, co miał, nie zaznając radości ze skosztowania owocu?

Nad ostatnim pytaniem zastanawiałam się najdłużej. Jak wielu ludzi wyznacza sobie cel, a potem realizuje go za wszelką cenę. W tej pogoni za szczęściem zatraca się w pracy, by zarobić pieniądze. Codziennie zajmuje się tylko służbowymi sprawami, a gdy wraca do domu myśli nad kolejnym zadaniem, które będzie musiał wykonać. Doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny. O kilka godzin za mało, by zadbać o rodzinę oraz siebie i poświęcić moment na odpoczynek, a co dopiero na rozmyślania o życiu. Planowane zarabianie z roku rozciąga się na dwa lata, potem na pięć, potem dziesięć, a potem przestaje się lata liczyć, bo nie ma na to czasu. Aż pewnego lata przychodzi stara, zgarbiona, szkaradna postać w czarnym płaszczu, z założonym kapturem i kosą w ręku. I zarobione pieniądze nie mają już znaczenia.

Życie trwa tylko chwilę. Nawet dziewięćdziesiąt lat w wieczności czasu to tylko nieznaczący moment, który się nie powtórzy. Gdy Antropos zdecyduje się przeciąć twoją nić, nie będzie się liczyło ile miałeś telewizorów, par butów, zdjęć z wakacyjnych podróży czy piegów na nosie. W jednej chwili znikną marzenia i żale. Nie warto więc myśleć o tym, czego się nie ma. Lepiej docenić to, co się ma. Jeżeli masz dach nad głową i nie cierpisz głodu, jesteś szczęściarzem. Pomyśl o tych, którzy kładą się spać pod mostem i nie zjedli niczego od kilku dni. Jeżeli masz rodzinę, która cię kocha, jesteś szczęściarzem. Niektórzy wracają do pustego domu, nie mają komu opowiedzieć o swoich problemach. Jeżeli możesz korzystać z wszelkich osiągnięć techniki, rozwijać się, wyrażać swoje zdanie, a twoja przyszłość zależy tylko od ciebie- jesteś największym szczęściarzem, chyba sam rozumiesz dlaczego.

 Skoro wszystko kiedyś pryśnie niczym bańka mydlana, to dlaczego przejmować się czegoś brakiem? Otwórz oczy i zobacz, jaki świat jest piękny. Każdy dzień jest darem od Boga, w którym można znaleźć coś, co da radość. Chociażby nektarynkę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Strach ma wielkie oczy

Bądź dla siebie łaskawy

"Najtrudniejszy pierwszy krok"