Artysta w akcji

Artyści to dość osobliwa grupa społeczeństwa. Gdy byłam młodsza, bardzo często słyszałam na ich temat różne niezbyt pochlebne opinie. Słyszałam, że żyjąc w swoim świecie, zapominają o realiach, a gdy już do nich wejdą, nie potrafią sobie poradzić, że nie sposób ich rozumieć albo że mają nienormalny styl ubierania. Dziwiły mnie te komentarze i nie zgadzałam się z nimi. Dla mnie, artyści byli inni od wszystkich, ale w pozytywny sposób. Myślałam, że widzą szerzej świat, bardziej go odczuwają i są wrażliwsi, co uważałam za cechy wartościowe. Do czasu, kiedy nie dostałam się zza kulisy ich świata i nie poznałam go lepiej. Bo wielu z nich naprawdę nie potrafi urzec swoją wrażliwością.

Zimą drugiej klasy gimnazjum pani od zajęć artystycznych udało się zorganizować spotkanie z jakimś ważnym dla miejskiego teatru dramatopisarzem. Miała to być okazja do poszerzenia swojej wiedzy o tym, jak należy oglądać spektakle teatralne oraz poznania kunsztu pisania scenariusza. Z założenia miał to być wykład o sposobie pisania sztuk teatralnych, czerpaniu inspiracji, samym dziele i tak dalej. Wszyscy uczniowie byli bardzo ciekawi procesu powstawania scenariusza, a największą gratką było to, że mielibyśmy się tego dowiedzieć od samego artysty!
 
Pojechaliśmy do teatru. Pracownice przeprowadziły nas przez foyer i zaprowadziły do mniejszej sali na górze, do której nie wpuszczano byle kogo. Na ścianach namalowano freski inspirowane antycznymi malowidłami przedstawiające kobiety. Przez ogromne okna w białych futrynach było widać ośnieżony park. W pomieszczeniu nie było żadnych mebli, dopiero gdy my weszliśmy, rozłożono przyniesione krzesła. Ciekawe, gdzie będzie stał artysta, jak będzie wyglądał. Czy przyjdzie ubrany w jakieś dziwaczne spodnie i jaskrawą koszulę, bo artyści chodzą tylko w luźnych, kolorowych ubraniach.
Na początku pojawiła się konferansjerka, która przywitała nas i zaczęła opowiadać o historii budynku, charakterystyce sali, w której się znajdowaliśmy. Wszystko ładnie, pięknie, ale gdzie jest twórca?! Kobieta zaczęła mówić coś od rzeczy i w końcu sama przyznała się do swojego zniecierpliwienia:
- Artyści potrzebują czasu... Nasz dramatopisarz jest bardzo zabiegany, ale na pewno zaraz do nas dotrze...
Potem przedstawiła nam krótką historię artysty z oczywistym podkreśleniem jego licznych osiągnięć. Podsyciła tym nasze zainteresowanie. Taki k t o ś będzie z nami rozmawiał!

Ale gdzie on jest?
W końcu pojawił się. Poznaliśmy go spośród innych pracowników tylko dlatego, że go zapowiedziano. Ubrany tak, jak każdy zwyczajny facet- w ciemne dżinsy, czarny sweter, spod którego wystawał jasny kołnierzyk koszuli. Jego obuwie również nie zwracało uwagi. Był trochę misiowaty, więc obowiązkowo nosił dwutygodniowy zarost. Prawdziwy polski mężczyzna, który miał pisać najlepsze sztuki dla jednego z najlepszych teatrów w kraju.
- Tak za bardzo to nie wiem, co mógłbym wam powiedzieć... Sztuka to bardzo żywa sprawa, każda rzecz, która nas spotyka... którą my spotykamy na swojej drodze może być niezwykłą inspiracją mnie inspiruje wszystko.. Ale zacznijmy od początku, może teatr co sądzicie o teatrze? jak kojarzy wam się teatr? .. bo teatr to przede wszystkim są emocje!... no więc, niech każdy się wypowie- mniej więcej w taki sposób rozpoczął swój wykład. Cały czas żywo gestykulował i chodził z kąta w kąt, jakby sekunda pozostania dłużej w jednym miejscu powodowała zachwianie jego równowagi. Artysta stanął na środku sali i patrzył na nas siedzących na zwykłych, ciemno obitych krzesłach. 
Zaczęliśmy mówić o tym, że teatr kojarzy się nam, zwykłym szarym ludziom, przede wszystkim z emocjami. Artysta stwierdził, że istotnie, emocje są kluczem do sztuki i to sprawia, że jest ona niesamowita. Tak bardzo, jak sztuka w tym momencie była niesamowita, tak samo modulował ton głosu. Po chyba dwudziestej pierwszej takiej samej wypowiedzi, ubranej w bardziej lub mniej piękne słowa, skwitowanej kiwnięciem pełnej wizji twórczej głowy, przyszła kolej na mnie. Nie powiedziałam niczego nadzwyczajnego. Stwierdziłam, że teatr kojarzy mi się z bezpośredniością (kilka razy próbując to wymówić), bo aktorzy pokazują się na żywo widzom i nie oddziela ich tafla szkła, jak w przypadku telewizji czy internetu.
- Taaak, istotnie... to bardzo ważna cecha teatru, bo, tak jak mówiłaś, teatr pokazuje się na oczach widzów- na chwilę się zatrzymał i zaczął snuć zawiłe refleksje na temat autentyczności sztuki, jak gdyby nigdy wcześniej nad tym nie myślał. Włączyła mu się gestykulacja, by po chwili zamienić się w piramidkę z dłoni utrzymywanej pod nosem. Na twarzy dramatopisarza pojawił się ten rodzaj egzystencjalnej zadumy nad światem, którego doświadczyć mogą tylko ludzie uważający się za wrażliwych. Na chwilę się wyłączył. Potem zaczął coś burczeć do siebie, a potem poprosił osobę siedzącą obok mnie, by kontynuowała naszą rozmowę. Utrzymana przed chwilą powaga ustąpiła euforii, która wyrażała się między innymi w podskakiwaniu.

"Koleś, powiedz coś konkretnego, a nie tutaj skacz."

Gdy już dowiedzieliśmy się, czym jest dla nas teatr, nasz mentor przeszedł do części poświęconej inspiracji. A że na świecie dzieje się źle, to wszechobecne zło będzie dla nas natchnieniem. "Może podzielmy się na grupy i wtedy porozmawiajmy? Tak będzie najlepiej. Taaaak"- zaproponował. Wyjaśnił nam, że mamy w trzech grupach zastanowić się, jakie problemy mają uczniowie w szkole, gdyż ten temat jest nam najbliższy. Więc przeszliśmy do obrad. Wysnuliśmy wnioski, że w szkole jest źle, bo brakuje papieru w toaletach, monitoringi są przejawem inwigilacji, a dorośli nigdy nie zrozumieją tego, co czuje gimnazjalista.

Jaki mają związek mają nasze rozważania do sztuki teatralnej? Nie wiem, bo artysta nic nie powiedział. Pewnie natchnął się naszymi klozetowymi kłopotami i może napisał dzięki nim jakąś porywającą scenę kolejnej sztuki. Tego też się nie dowiem, bo po tym spotkaniu przestraszyłam się scenicznego świata.
To aż dziwne, że na temat artystów można napisać taki długi tekst, a to tylko zalążek ich rzeczywistości. Później przyszło mi jeszcze dogłębniej ją poznać, więc mogłabym godzinami opisywać anegdoty z nimi związane. 

A może to jest jakiś pomysł. ;)

źródło: google.pl

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Strach ma wielkie oczy

Bądź dla siebie łaskawy

"Najtrudniejszy pierwszy krok"